Jakiś czas temu moja Druga Połowa postanowiła odświeżyć pokój dzienny w naszym mieszkaniu. Wynikła z tego kłótnia, bo ja wolałem sprawę oddać fachowcom, a ona uznała, że sami damy radę, bez wydawania pieniędzy za robociznę. Niemniej wcześniej wysłała mnie do serwisu ze swoim rowerem bez pytania czy mógłbym go naprawić. To nic, że chłopaki lubią majstrować przy rowerach, to nic, że parę lat jeździłem ponadprzeciętnie na rowerach i sam je serwisowałem, teraz miałem zapłacić za regulację hamulców fachowcom. Dziwne, ale uległem. Druga Połowa uznała, że głównie ona będzie malować.
Mimo planowanego wylotu na wakacje, decyzja zapadła, że malujemy w lipcu. Złożyło się nawet dobrze, bo Moją Krew zawiozłem na Warmię do Moich Korzeni, więc w domu nikt w bałaganie nie przeszkadzał. Tydzień nam zleciał, Druga Połowa pojechała pociągiem po Moją Krew, a ja zostałem z malowaniem sam…
Czuję się wyrolowany. A propos, wałek czeka…