Tydzień 35, z powodu pięciodniowego szkolenia zwany warszawskim (vide tydzień krakowski), zakończony. Z racji odległości miejsca szkolenia od noclegowni zmuszony byłem do korzystania ze środków komunikacji miejskiej, ale nie narzekam na nie. Dzięki serwisowi jakdojade.pl i stronie ZTM Warszawa poruszanie się po stolicy było niemalże dziecięcą igraszką :> Polecam bilety wielodniowe (nie mieszczą się w ryczałcie – patrz Dz. U. nr 227 z 2006 r., poz. 1661; 20% dziennej diety), bo można przez cały czas ich ważności korzystać ze wszystkich środków komunikacji, wliczając metro i Koleje Mazowieckie.
Podczas jednego z przejazdów ze stacji A-11 do A-23 zauważyłem gościa z laptopem ‘klikającego’ w Dreamweaver’ze. Przez ramię (wiem, nie powinienem) widziałem, że robił konkretny projekt, raczej nie dla hobbystycznych testów. To ‘pisanie na kolanie’ można próbować usprawiedliwiać następująco:
- „Zobaczcie, mam nowego laptopa!” – raczej naciągane przy ruchach w stylu OLPC,
- „Zobaczcie, mam nowego laptopa i używam oprogramowania, którego zwykły użytkownik nie rozumie!” – kozak,
Ew. powody ekonomiczne (rzemieślnik):
- „Rynek wymusza obniżenie cen, więc robię więcej projektów, żeby się utrzymać” – eh…,
- „Źle oszacowałem wykonanie projektu i spieszę się z ukończeniem” – no cóż…
Powody inne (artysta):
- „Nie wiadomo kiedy muza Cię dopadnie…” – czyli Bunny Rabbit (8 mila) piszący na pudełku od zapałek (Umberto Eco).
Zacząłem się zastanawiać jaki procent oprogramowania używanego przeze mnie powstaje w taki sposób. Czekam, aż jakaś agencja opublikuje wyniki swoich badań i ankiet wśród programistów.