Rowerem po Pieninach

Przez minione dwa dni balowałem w Szczawnicy (kiepskie szkolenie). Żeby nie nudzić się po południu, zabrałem ze sobą rower (Giant Terrago bodajże ’03). Rekreacyjnie polecam trasę przy Dunajcu, którą zaliczyłem na rozjeżdżenie po wcześniejszym zdobyciu wąwozu Homole. Łącznie wyszło jakieś 60 km; < 3h. Jeśli ktoś pisze pracę z psychologii pt. „>>Ja nie dam rady?<< – z tego się nie wyrasta”, może posłużyć się moim przykładem.

Te dwa dni okazały się dla mnie być podróżą sentymentalną. Na początku zaskoczenie, że właścicielami hotelu, w którym spałem (Hotel Jan w Szlachtowej) są znajomi moich rodziców sprzed lat. A potem odkrywanie miejsc, gdzie przebywałem jako dzieciak – Sromowce Niżne, Jaworki, wspomniane Homole, Szczawnica… Tylko te rozmiary jakoś się skurczyły. Ale część miejsc nadal ma swój klimat (i wygląd) jak dwadzieścia lat wstecz.
100_6102

Skoro było o rowerze, to uważajcie na cyklistów na drodze!

Jedna odpowiedź do “Rowerem po Pieninach”

  1. [...] biegu pozostało 300 dni. Przy obecnym trybie życia to jednak może być za mało. Choć w sumie wiele nie trzeba, żeby mnie przekonać. 2012 wydaje się odpowiedni. Opadnie kurz po Euro, pociechy podrosną, w międzyczasie można [...]

Dodaj odpowiedź