Ucieszyłem się z wydanego niedawno przez Microsoft, bezpłatnego oprogramowania antywirusowego dla systemu Windows. Przetestowałem, poleciłem nawet znajomym, ale nie doczytałem licencji (kto to w ogóle czyta?!). Dziś zauważyłem, że nawet na głównej stronie produktu jest wzmianka, że „MSE provides real-time protection for your home PC„. Infolinia podaje, że małe firmy domowe również mogą tego użyć, ale więksi i wszelkiej maści instytucje muszą wybrać coś innego (np. ich Microsoft Forefront Client Security).
A już myślałem, że wojna na tym polu na całego, a my jako firma zaoszczędzimy trochę pieniędzy na aktualizacjach. Stąd w ogóle mój telefon do COK. Szukałem haczyka – kiedy trzeba będzie płacić. Teraz wiem, że użytkownicy domowi na razie nie. Czy kiedyś w ogóle? Nie wiadomo.
Przy okazji polecam artykuł na OSnews.pl omawiający test, jaki przeprowadziła organizacja AV-comparatives. Pokazuje on, który z antywirusów potrafi posprzątać po usunięciu robactwa.