Poznaj mnie – w stu procentach

Od zarania dziejów ludzie łączą się w nieformalne grupy. Chyba dlatego, że w grupie siła. No i samemu smutno, a z kimś zawsze raźniej.
Razem z rozwojem Internetu nastąpił wysyp wszelkiej maści serwisów społecznościowych. Ludzie grupują się według pochodzenia, szkół do jakich uczęszczali czy zainteresowań. Nie ma w tym nic złego – wręcz przeciwnie, jeśli np. zajmujemy się hodowlą myszy, możemy łatwo i szybko znaleźć informację, gdy jedna zachoruje.
W jaki sposób dołączyć do grupy tych samych zainteresowań? Nic prostszego! Wyszukiwarka nakieruje nas na właściwy serwis społecznościowy, forum czy blog, tam możemy się zarejestrować i już zalewa nas cała masa informacji na temat.

Problemem większym jest odnalezienie ‘pokrewnych dusz’ w realnym świecie. Większym, bo na pewno cały proces trwa dłużej. Ale można!
Sposób nie jest nowy. Trzeba mieć jakiś znak rozpoznawczy. Może to być nawet róża w zębach, choć trudno tak wykonywać codzienne czynności. Przykłady gotowych rozwiązań można mnożyć (poniżej kilka ze świeżej historii):

  • w ’39 Niemcy zgrupowali i oznaczyli Żydów nakazując im nosić na ręku opaskę z Gwiazdą Dawida,
  • w okresie stanu wojennego (czy nawet przed) ludzie sympatyzujący z Solidarnością zamiast swojego znaczka, który został zakazany, wpinali w klapy rezystor (tudzież zwany opornikiem) pokazując tym samym, po której stoją stronie,
  • symbolem walki z rakiem piersi jest różowa wstążka – grupa ludzi przypinająca ją jest gotowa na zapoznanie nas z problematyką raka; są też inne kolory wstążek dla innych chorób (np. czerwona – AIDS),
  • obecnie chyba już passé, ale do niedawna całkiem modne było noszenie kolorowych opasek na rękach pokazujących, że dana osoba należy do grupy ratującej w jakiś sposób świat (np. woda dla krajów trzeciego świata).

I te symbole są fajne! Popieram je. Można np. na wakacjach poznać nowe osoby, które tak jak my oddają narządy, krew czy są przeciwni wojnom lub politykom.

Natomiast całkiem niedawno zauważyłem, że pojawiła się nowa grupa, która chce być rozpoznawana – to osoby żyjące bez mózgu. Media zupełnie niepotrzebnie robią wokół nich szum, nie usprawiedliwiając ich działań faktem, że przy braku kresomózgowia są w jakimś stopniu niepoczytalne.
Osoby takie pozbawione zostały mózgu na skutek stosowania jakichś środków farmakologicznych. Rzadziej przez wypadek. Chyba nie jest to też wada wrodzona. Brak tego organu lub stopień jego zaniku zostaje stwierdzony medycznie, co potwierdza liczba podawana w symbolu (procentowo). Poniżej ogólne logo:

Pamiętajmy, że osoba nosząca taki emblemat chce powiedzieć:

JESTEM POJEBANY

Jak wspomniałem można dodać procentowe uszkodzenie mózgu – np. JP na 100%, co oznacza całkowity jego brak. Swoją drogą nie spotkałem się z innymi przypadkami, ale jeśli ktoś z szanownych czytelników ma jakiś obraz, proszę o odnośnik lub przesłanie mi via e-mail.

P.S. W zależności od sytuacji, członkowie grupy JP inaczej tłumaczą ten akronim. Podejrzewam, ale nie mam pewności, że to jakaś forma terapii – zmuszają tym samym szare komórki do działania. I tak będąc w zagajniku i jedząc owoce lasu mówią: „Jem Poziomki”, wychodząc z kościoła po niedzielnej mszy przytulają się i witają słowami „Jutro Poniedziałek”. Najczęściej wtedy druga osoba odpowiada „Na sto procent!”. I tak dalej. Dlatego nie dajcie się zwieść, jeśli ktoś będzie próbował Wam wmówić, że JP znaczy coś innego niż „Jestem Pojebany„. Bo na 100% jest.

2 odpowiedzi do “Poznaj mnie – w stu procentach”

  1. guzik pisze:

    Pozdrawiam kibiców Arki Gdynia!

  2. [...] bez związku z wpisem “Poznaj mnie – w stu procentach“. Połączenie wyszło fajne? Czekam na podobne w komentarzach, np.: Dom uciech [...]

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.