Rok Szopenowski

Znacie Szopena? Bardziej tego z Żelazowej Woli czy ze szklanej butelki? Znałem trochę tego pierwszego, dziś podczas realizacji supermisji poznałem i drugiego. Nie dogłębnie, tylko powierzchownie. Ale do rzeczy.

Ta misja to raczej prośba Drugiej Połowy, bym kupił butelkę Chopina (to nie na dzisiejsze święto!). Kto mnie zna wie, że lepiej chyba iść samemu, jeśli się nie sprecyzuje o co chodzi. Pierwszy sklep nie akceptował kart. Tylko gotówkę. Ale dowiedziałem się, że w sprzedaży jest wspomniany trunek w czerwonym i srebrnym opakowaniu. Na pytanie czym się różnią (prócz ceny, co było znamienne) sprzedawczyni nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć. „Te czerwone to cena promocyjna, dodatkowo jest dodawany kieliszek”. Niech tak będzie. Łyknąłem to (wytłumaczenie, nie trunek).

Po drodze do bankomatu poklikałem trochę i poznałem różnicę pomiędzy srebrnym, a czerwonym opakowaniem – odpowiednio ziemniaki (potato) i żyto (rye). Wg mnie różnica jest znaczna, ale ekspertem w tej dziedzinie nie jestem. Sprecyzowałem też cel – POTATO VODKA. Podejście drugie – w innym sklepie.

Ja: Dzień dobry, ma pani Szopena?
Sprzedawczyni: Tak, połówkę i zero-siedem – po czym podała butelkę trzymając ją za szyjkę tak, że nie byo widać zakrętki
Ja: To jest czerwona czy srebrna?
Sprzedawczyni: He?
Ja: Żytnia czy z ziemniaków?
Sprzedawczyni: Szopen – po czym przelożyła ją do drugiej ręki i mogłem dostrzec kolor zakrętki.
Ja: Czyli czerwona, karton też?
Sprzedawczyni: Tak – po ówczesnym odnalezieniu kartonu.
Ja: W takim razie dziękuję.

Wróciłem do pierwszego sklepu, nabyłem srebrnego Szopena i uświadomiłem sobie jak kiepska jest obsługa monopolowych. Prawdopodobnie w innych branżach jest podobnie. Ale na wielkiego Fryderyka! Nie powinno!
Oba sklepy łączyło to, że obsługa była płci pięknej, młoda i atrakcyjna. Ale te atuty nie zwalniają od myślenia. Przecież można czasem coś przeczytać. Zwłaszcza jak się chce zarobić.

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.