Dostałem wczoraj list (pocztą tradycyjną by Air Mail par avion; Royal Mail) z European City Guide o aktualizacji ich Rejestru Informacji Biznesowych. Oczywiście olałem to, bo nie chcę płacić 997 EUR za złożenie podpisu (mimo, że dane firmy, która od 6 lat już nie działa są nieaktualne). Poza tym jak ktoś drukuje zasady szarym 5%, to od razu to śmierdzi. Samego pisma zamieszczać nie będę, a za szerszy komentarz niech posłuży artykuł w portalu bankier.pl:
Dodatkowo warto zajrzeć na poniższe strony:
To nie pierwsza taka korespondencja jaką dostaję. Tym razem napisałem do ich serwisu konsumenta zapytanie ile firm z Polski i z mojego regionu znajduje się w ich bazie (że niby chcę się tam znaleźć i sprawdzam czy warto). Ciekawe czy w ogóle odpisują i ile firm daje się w to wciągnąć.
Tak prawie w temacie, to pamiętam ze szkoły średniej, z przedsiębiorczości czy innego przystosowania do życia w społeczeństwie, przykład firmy działającej w U.S.A., która zajmowała się jedynie wysyłaniem faktur i ew. korekt do nich. Niskie kwoty, ale duża liczba dokumentów. Jak ktoś miał dział księgowości, który z automatu akceptował drobnicę, to dawał im zarobić, w przeciwnym przypadku wysyłali korektę i przepraszali za pomyłkę. Każdy orze jak może…
Teraz jak o tym myślę, to zastanawiam się co chciał nam przekazać nauczyciel i ilu moich kolegów spędza zimowe ferie na Dominikanie ;-)