Dziś po południu pojawił się ni stąd ni zowąd pomysł, żeby wysłać Moją Krew do Korzeni. W zasadzie ta akcja jest częścią wielkiego planu, w którym uczestniczy spora część mego Drzewa, ale ten termin był zupełnie niezaplanowany. Gwoli ścisłości, miał wystąpić co najmniej tydzień później. Ale co tam. Spontanicznie jest fajniej. Coś pozytywnego dzieciom trzeba wpajać.
Dla zaoszczędzenia czasu, nerwów, itp. postanowiłem nabyć bilet na przejazd, bo podróż odbędzie się drogą kolejową, za pomoca Internetu. W końcu bezpośrednie połączenie to Tanie Linie Kolejowe czyli INTERCITY, a ta spółka ma świetnie zorganizowaną rezerwację biletów on-line (korzystałem nie raz). Niestety chcąc zakupić bilet rodzinny musiałem się udać do kasy, bo przez system e-IC nie da się skorzystać z takiej zniżki! No cóż, to biznesmeni są ciągle zabiegani i nie mają na nic czasu. Rodzice zawsze znajdą chwilę, by udać się do kasy.
Przy okazji – potwierdzenie zakupu biletu musi być wydrukowane. Choć niektórzy twierdzą, że „jak masz dobry social skills” to można pokazać na ekranie laptopa. Osobiście byłem świadkiem takiego zdarzenia, ale tej istocie dałbym się przekonać do wielu rzeczy, więc w badaniach należy to odrzucić. Mało tego, napisałem do BOK wyimaginowaną historię o częstych podróżach z komputerem przenośnym wyposażonym w modem GPRS lecz bez drukarki, ale nie ‘łyknęli’ tego i w odpowiedzi nadesłali wyciąg z regulaminu, z którym zapoznałem się wcześniej.
W moim przypadku chwila na udanie się do kasy oznacza naprawdę wiele. Ale nie mogę za głośno narzekać. W końcu sam chciałem mieszkać w przeszło dudziestotysięcznym mieście, gdzie już dawno zamknięto dworzec, a bilet na osobowe kupuje się u kierownika pociągu. Sam kiedyś świadomie zrezygnowałem z migracji do miasta stołecznego i pozostałem tu, gdzie w powiatowym mieście (blisko 40k mieszkańców w samym mieście, w powiecie 90k) dworzec kolejowy za tydzień zostanie zamknięty. Również sam wybrałem podróż z miasta (powiad grodzki; 130k mieszkańców), gdzie kasy zamykają długo przed odjazdem pociągu, którym chcę podróżować.
À propos – za utrzymaniem mikołowskiego dworca (bo o nim pisałem) opowiedziało się niewiele ponad 700 osób. Nie wiem jak wiele korzysta z tej formy komunikacji, ale i tak wydaje mi się to naprawdę niewielką ilością potwierdzającą konieczność zamknięcia kas.
Jako jeden z ostatnich klientów miałem możliwość skorzystania z ich usług. Pani kasjerka była nad wyraz gorliwa. Nie wyglądała na osobę, która za tydzień straci miejsce pracy. Spędziłem z nią (przy okienku kasowym) około 1/2 godziny, bo chciałem tanio wrócić jeszcze dnia następnego. Wielki szacunek dla niej. I pozdrowienia, bo wiem, że to przeczyta ;-) To nic, że powrotny do Katowic okazał się biletem na pociąg, który jedzie do Krakowa.
Tak czy inaczej, oceniając posunięcie PKP – jestem za ograniczaniem kosztów i mądrym gospodarowaniem funduszami, ale skoro zamyka się kasy, to niech będzie możliwość nabycia biletów inną drogą. Pełnego wachlarza biletów. No chyba, że te zniżki i promocje mają być dla dobrego PR…
Koniec jęczenia. Ruszamy za chwilę. Moja Krew nie zmrużyła oka, mimo, iż codziennie o tej godzinie już dawno śpi. Nawet skoki jej nie pokonały (brawo Adam Małysz!). W końcu to pierwsza podróż kuszetką.