Mężczyzna płacze trzy razy (z autopsji):
- Kiedy nie będąc długodystansowcem, ani nawet biegaczem, ukończy maraton.
- Kiedy rodzi mu się dziecko – nieważne jakiej płci i które z kolei.
- Kiedy ma zaplanowany urlop, a z prasy dowiaduje się, że w tym terminie w jego dwudziestotysięcznym mieście pojawi się Tomasz Adamek i być może stoczy pokazową walkę.
I to są przypadki, kiedy łzy wywołuje nieopisana radość. Tego nie da się zatrzymać. Ale jest jeszcze jeden przypadek, kiedy łzy płyną z wielkiego żalu. Mianowicie:
Tak było, nie inaczej. Czytając taką wiadomość zupełnie nie myślałem o tym, że zaczął się kwiecień. A zaczął się – jak każdy kwiecień (i inne miesiące też) od pierwszego dnia. I gazeta, w której tenże nius się pojawił, wydana została właśnie owego pierwszego kwietnia.
Z nadzieją, że w kolejnym numerze miast sprostowania ukaże się informacja o cenie biletów, zasypiam. Gorąco wierzę, że nie zapłaczę po raz czwarty…
Nie ma już złudzeń! Adamek nie przyjedzie…