Na początku kwietnia usłyszałem w radio fragment reklamy książki Paolo Giordano „Samotność liczb pierwszych„. Nie wiem co w samej reklamie było tak niezwykłego, ale postanowiłem przeczytać tę książkę.
Czy książka wciąga? Nie wiem, przeczytanie jej zajęło mi trzy wieczory. Fabuła mnie nie wciągnęła. Chciałem zobaczyć czego jeszcze nie wiem z zakresu matematyki i fizyki. Bo mimo, że książka nie jest o przedmiotach ścisłych, to autor ewidentnie chce pokazać kim jest z wykształcenia, nawet opisując wschód słońca. Jako byłego studenta Akademii Górniczo – Hutniczej na wydziale Fizyki i Techniki Jądrowej (kierunek Fizyka Komputerowa) takie popisywanie się bardzo drażniło. No, ale być może nie do mnie kierowana była ta powieść.
Gwoli ścisłości – tych studiów nie ukończyłem.
Biorąc pod uwagę kto objął wydanie patronatem medialnym (m. in. Dziewczyna, polki.pl czy kobieta.wp.pl), prawdopodobnie nie byłem właściwym adresatem.
Poza tym ja lubię raczej w ostatnim rozdziale przeczytać „…i żyli długo i szczęśliwie”. Choć przyznać muszę, że autorowi kapitalnie udało się nie dopuścić do zbliżenia tytułowych liczb pierwszych (pod koniec, żeby utrzymać napięcie musiał zaburzyć chronologię; vide list Alice do Mattia).
No to dla odmiany dziś zaczynam Michała Strogowa autorstwa Juliusza Verne‘a. Dla odmiany, bo Verne kojarzony jest głównie z powieściami fantastyczno-naukowymi. Mam nadzieję, że jest kompletna…
[...] jak w przypadku „Samotności liczb pierwszych„, uległem reklamie i kupiłem, a następnie przeczytałem „Poradnik domowy [...]