Autostop

Na początek przypomnienie co to takiego:

A teraz krótkie opowiadanie.
- Można?
- Oczywiście, a dokąd chce Pan jechać?
- Do Orzesza.
- Nie jadę tam wprawdzie, ale mogę Pana na Bradzie wyrzucić.
- Skorzystam, ale spokojnie wysiądę. Wyrzuca to się zwłoki.
Oczywiście, że nie miałem zamiaru wyrzucać go z samochodu, nawet za ten kiepski dowcip. To tylko mowa potoczna.
Stop! Wsiadł i odetchnął w moją stronę. Była godzina dziesiąta. Pomyślałem, że albo dość wcześnie zaczął tego dnia pić, albo nie kończył dnia poprzedniego. Naturalnie za to również nie chciałem go wyrzucać. Mimo, że zawsze byłem kiepski we wstryzmywaniu oddechu pod wodą na basenie, tym razem postanowiłem wytrzymać. W końcu to tylko niespełna dwa kilometry.
- Jebane chuje w tym urzedzie pracy! – zaczął rozmowę mój pasażer – Drugi raz musiałem tu przyjeżdżać. Bo nie dowiozłem jakichś papierów.
- Uhm – odrzekłem nie chcąc stawać po niczyjej stronie. Generalnie stosunek do urzędników wszelkiej maści z definicji nie jest dobry, ale skoro to nie ich błąd, to czemu miałbym stawać po stronie mojego rozmówcy.
- Jeszcze mi dali numer do zakładu pracy, gdzie oferta była już nieaktualna – kontynuował.
- To rzeczywiście niedobrze – skomentowałem stając tym razem po jego stronie. Nigdy osobiście się nie rejestrowałem w PUP, ale wiem, że jest to jeden ze sposobów na poszukiwanie pracy. Bo w takich momentach szuka się kontaktów wśród znajomych, ofert na własną rękę, ale liczy też, że znajdzie się coś w urzędzie. Przyjeżdżając z nadzieją na znalezienie w końcu pracy dostaje się nieaktualny numer. Rzeczywiście niedobrze.
- Ale to dobrze.
- Słucham? Nie rozumiem – skołowany nie ukrywałem zaskoczenia.
- Mówię, że to dobrze. Nie będę pracował u żadnego prywaciarza za grosze. Wie Pan, jestem brukarzem, więc robotę sobie sam znajdę. Dorobiłem się już własnego sprzętu, więc mogę robić sam, nie u prywaciarza. Białego murzyna niech szukają na targu. Ja robię kiedy chcę, na czarno. Jak mi się chce, to idę do roboty, jak nie – to nie. Zasiłek z urzędu mam, więc mi to jedno. – wyjaśnił.
Tak, teraz w myślach odwołałem wcześniejsze postanowienia o nie wyrzucaniu tego typa z mojego auta. Postanowiłem, że jak tylko wyjedziemy na prostą, przechylę się w jego stronę, otworzę drzwi jednocześnie odpinając mu pas i przyspieszając wypchnę go. Ugh! Dojechaliśmy na miejsce. A tak niewiele brakowało…
- Proszę wysiąść tu na przystanku, ja skręcam w lewo – zakończyłem chłodno.
- O jest i sklep, to skoczę sobie jeszcze na jedno piwko. W takim razie dziś nie robię! Do widzenia.
- Uhm…

No to na koniec odnośnik do zdjęcia jakoś powiązanego:

Dodaj odpowiedź